Poruszająca historia Elwiry, mamy po stracie

Kiedy wielkimi krokami zbliżały się święta Bożego Narodzenia, ja byłam taka nijaka. Obecna ciałem, ale myślami gdzie indziej. Ciągle czegoś szukałam, ale nie wiedziałam czego.

Bardzo mnie zainteresował, a wręcz ucieszył ten pomysł adwentu, rozważań dla rodziców po stracie. Pomyślałam, że to będzie odpowiedni czas, żeby niektóre sprawy zacząć układać w swoim serduchu, w swojej głowie. Myślałam - może zacznę patrzeć na wszystko inaczej? Wiedziałam, że nie będzie łatwo. To był trudny, ale piękny czas. Mam do odrobienia dwa zadania: list do mojego synka oraz stanąć przed lustrem. W trakcie rozważań były we mnie momenty buntu i niezrozumienia tego jak świat jest bardzo okrutny.

Sceny, które przypomniałam sobie z tego dnia, kiedy ujrzałam moje dziecko pierwszy i ostatni raz. Słowa, które usłyszałam od pielęgniarki wtedy tak bardzo nie na miejscu. Potem wymiana zdań z Panią Agnieszką na czacie fundacji, jak bardzo mnie bolało to, co mi napisała o swoim spotkaniu z Basią. Nie potrafiłam zrozumieć czemu, przecież ona dobrze wie, co mam na myśli. Później zaczęła pisać o tych sytuacjach inaczej, że to są perły, które nadają sens temu, co się stało.

Zrozumiałam. Choć mam jeszcze kilka może nawet kilkanaście rzeczy do przerobienia to dziś patrzę na Swoją (Naszą rodzinną stratę) inaczej. Perły, które znalazłam w trakcie rozważań, stały się takim moim prywatnym różańcem. Teraz wiem, jakie miałam szczęście, że mogłam na spokojnie dowiedzieć się, że moje dziecko nie żyje. Mogłam jeszcze dwa dni tulić je w swoim brzuszku, za nim poszłam na zabieg. To wszystko był powolny proces, ale miałam, powiedzmy ten czas, żeby się pożegnać w myślach.

W szpitalu, kiedy czekałam, aż urodzę sama (nie lubię terminu poronienie), dziękuję Bogu, że miałam ten wybór, że pozwoliłam mojemu dziecku godnie przyjść na świat. Spojrzałam raz tylko jeden raz i zapamiętałam każdy cal. Bałam się spojrzeć drugi raz, nie umiałam powiedzieć moje dziecko i tu mam żal do siebie (to jest do przerobienia). Miałam ogromne szczęście, że to wszystko stało się w takich, a nie innych bardziej tragicznych okolicznościach, bo przecież są mamy dzieci, które straciły Je bardzo nagle i niespodziewanie.


Kiedy tracisz coś lub kogoś to zaczynasz doceniać to, co masz, lub kogo masz obok siebie.


Mogłam zrobić badania genetyczne na uzgodnienie płci. To była tylko formalność ja wiedziałam, że będzie synek mój drugi wymarzony chłopiec, któremu nadam imie Mikołaj. Kolejny raz miałam szczęście, że mogłam nadać Mu imię i zarejestrować w urzędzie stanu cywilnego, żeby prawnie i na papierach był naszym dzieckiem. Zaistniał nie tylko we mnie, w moich myślach, ale zaistniał również dla świata. Został przyjęty do rodziny. Ile nerwów mnie kosztowało wejście do zakładu pogrzebowego. Nie wiem skąd, wzięłam te siły. Kiedy miałam wybrać urnę, pomyślałam: Boże, zamiast wybierać łóżeczko, wybieram urnę dla swojego dziecka.

 

Dziękuję, teraz dziękuję za to, że miałam taką możliwość. Dziękuję, że mąż się zaangażował, szukał w Internecie, aż znalazł Waszą fundację i tam po drugiej stronie był ks. Tomasz. W międzyczasie szukałam pomocy u mojego kolegi ze szkolnej ławki, który obecnie jest już księdzem. W szkole był takim moim wsparciem. Kto by pomyślał, że kiedyś poproszę go o to, żeby uczestniczył w pochówku mojego dziecka. Miałam możliwość pochować swojego (naszego) synka, a brata moich dzieci i wnuka moich rodziców oraz wnuka mojego męża mamy – w grobie teścia. To nie jest w tym momencie, mam wrażenie idealnie miejsce dla spoczynku mojego Aniołka, ale wtedy nie dbałam o to.

 

Daty:

  • 24 sierpnia 2018 roku dowiedziałam się, że serce mojego dziecka nie bije od 3 tygodni. Zgasł w 10 tygodniu ciąży.
  • 27 sierpnia Mikołaj zmienił datę swoich narodzin. 14 września po załatwieniu formalności pożegnaliśmy Mikołajka.
  • 28 lutego 2018 roku przewidywana data porodu Mikołaja. W tym roku kończyłby roczek. W tym samym miesiącu ja kończę 31 lat. Każda moja druga cyfra wieku będzie ziemskim wiekiem Mikołaja. Każdy okrągły rok Marcelinki będzie Jego wiekiem. W kolejną ciążę po stracie Mikołaja zaszliśmy tuż przed świętami Bożego Narodzenia (4 miesiące po stracie w drugim cyklu starań). Na święta miałam głaskać brzuszek i głaskałam tylko, że mniejszy (z Mikusiem byłabym wtedy w 7 miesiącu). Tydzień przed wigilią zrobiłam test ciążowy. Kiedy przypadał dzień porodu Mikołaja.
  • 28 lutego 2019 byłam już po badaniach prenatalnych pierwszego trymestru z Marcelinką (same badania robiłam w dniu swoich 30 urodzin).
  • 14 sierpnia 2019 urodziła się Marcelinka.
  • 27 sierpnia 2019 przypadała pierwsza rocznica narodzin i odejścia Mikołaja.
  • 14 września, kiedy Marcelinka kończyła miesiąc, to przypadał rok od pochówku. Każda cyferka każda data... wszystko się przeplata. Wszystko ma dla mnie tak bardzo szczególne znaczenie.

Nie chodzę za często na grób. Mam chyba taki czas i to muszę uszanować sama w sobie i nie mieć pretensji do siebie.


Dziś w ramionach tule 6-miesięczną córeczkę. Jaki to piękny dar, że mogę ją mieć przy sobie. I tu jest meritum wszystkiego. Jak pogodzić miłość do dziecka, które tak mocno pokochałam, a odeszło i miłość do dziecka, które przyszło po stracie... to było bardzo trudne.

Kiedy byłam dzieckiem, kiedyś powiedziałam: „żeby ktoś mógł się urodzić, to ktoś musi umrzeć”. Może to dziwnie zabrzmi, ale dziś dziękuję mojemu synkowi Mikołajowi za to, że ustąpił miejsca Marcelince tu na ziemi, że mogę ją tulić w swoich ramionach. Powtórzę się: prawdziwy dżentelmen z mojego syna. Kiedy tracisz coś lub kogoś to zaczynasz doceniać to, co masz, lub kogo masz obok siebie. Moje relacje z moją starszą córką Julcią nie zawsze były takie, jak być powinny. Chciałam drugiego syna, owszem mam Go, ale w niebie. Dostałam drugą córkę i przyznam się, że bałam się tej miłości, już drugiej miłości matka – córka. Tu znajduje kolejne perły. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Tracąc syna, którego pragnęłam, wymarzyłam sobie, zyskałam powtórnie miłość do pierwszej córki (Julci), kolejną miłość relacje matka – córka (Marcelinka). A moje najstarsze dziecko, mój syn Antoś to mój wymarzony ziemski synek.

Na koniec dziękuję, że spotkałam Was droga fundacjo. Ks. Tomaszu i pani Agnieszko.


Dziękuję, że spotkałam Was na mojej drodze. Choć moja wiara nie jest idealna i gdzieś się pogubiłam, może nawet bardzo pogubiłam, to widzę światełko i powoli do niego idę.


Elwira - mama po stracie

X Strona wykorzystuje pliki cookies do jej prawidłowego funkcjonowania. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację plików cookies witryny. Czytaj więcej w polityce prywatności i plików cookies.